Walencja i pełne Monako nie zawodzą – półmetek sezonu Formuły E

Księstwo Monako, źródło: fajnepodroze.pl

Za nami kolejne dwa weekendy wyścigowe Formuły E: E-Prix Walencji i E-Prix Monako. Tym razem kierowcy ścigali się na torach nieużywanych wcześniej. Wyniki zaskoczyły wszystkich, jak zresztą zawsze w tej serii.

Walka o prąd w Walencji

Asfalt w Circuit Ricardo Tormo już wcześniej wiele razy gościł kierowców bolidów elektrycznych. Jednak do tej pory mogliśmy oglądać tam jedynie testy przedsezonowe. Epidemia COVID-19 utrudniła organizację wyścigów w miastach i szefostwo Formuły E postanowiło przetestować, jak ta seria sprawdzi się na torze klasycznym. I nie dostaliśmy jednoznacznej odpowiedzi.

Formuła E opiera się na odzyskiwaniu energii podczas hamowania, a na torach „otwartych” nie ma dużo twardych dohamowań. Większość zakrętów kierowcy pokonują z dużą prędkością i modyfikacje nitki toru niespecjalnie zmieniły ten stan rzeczy. Okazało się, że przepisy nie przewidziały wszystkich możliwości i podczas pierwszego wyścigu mieliśmy prawdziwą walkę o dojechanie do mety.

Wszystko za sprawą deszczu. Duże opady spowodowały, że nawierzchnia była mokra. Ona przełożyła się na dużo incydentów ma torze. Te spowodowały częste wyjazdy samochodu bezpieczeństwa. Jadąc 50 km/h, nie da się odzyskiwać energii podczas hamowania, bo go nie ma. Dodatkowo każde okrążenie spędzone za samochodem bezpieczeństwa powoduje zabranie części energii w baterii. Przez to doszło do kuriozalnej sytuacji. Około 3 kilometrów przed metą w połowie samochodów skończył się prąd.

Los na loterii wygrali kierowcy Mercedesa oraz Nico Müller z Dragona. Przewidzieli możliwe problemy pod koniec i przez cały wyścig oszczędzali prąd kosztem trochę gorszego tempa. Dzięki temu na ostatnim okrążeniu ominęli większość pozostałych zawodników, którym nie wystarczyło mocy na dojechanie pełną prędkością do mety. O prawdziwej katastrofie może mówić António Félix da Costa, ponieważ prowadził przez cały wyścig z wyjątkiem ostatniego okrążenia. To już kolejna sytuacja w tym sezonie, w której kierowcy DS Techeetah tracą doskonałe miejsca z powodu lekko niesprawiedliwych przepisów.

Wyścigowy los wyrównuje niesprawiedliwość

Drugi wyścig był już standardowy. Deszczu nie było, więc nie doświadczyliśmy też takiej ilości incydentów. To pozwoliło dojechać prawie wszystkim do mety. Okazało się też, że Formuła E daje i Formuła E zabiera. Uprzedzając już opis E-Prix Monako, po wielkim sukcesie Mercedes nie zdobył ani jednego punktu w dwóch kolejnych wyścigach. Za to w drugiej rundzie w Walencji nieoczekiwanym zwycięzcą został Jake Dennis reprezentujący BMW. To samo BMW, które po rozpoczęciu sezonu było na ostatnim miejscu w klasyfikacji generalnej, nawet za NIO 333.

Chiński zespół też należy pochwalić, gdyż w kwalifikacjach ich samochody zajęły 4. i 5. miejsce. Niestety w wyścigu stracili dużo pozycji i uratowali jedynie 4 punkty. Ogólnie druga połowa weekendu na hiszpańskiej ziemi należała do kierowców nienależących do czołówki. Poza Dennisem, po raz pierwszy w tym sezonie po podium sięgnęli André Lotterer, jeżdżący w Porsche, oraz Alex Lynn z Mahindry.

Festiwal wyprzedzania na ulicach Monte Carlo

Po deszczowo-słonecznej Hiszpanii Formuła E miała okazję pokazać światu, że w Monako da się wyprzedzać, a nie tylko dublować. Po raz pierwszy została wykorzystana dokładnie ta sama wersja toru, którą znamy z Formuły 1 i jej serii towarzyszących. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Praktycznie na każdym okrążeniu dochodziło do manewrów na wyjeździe z tunelu przed Nouvelle Chicane. Tryb Ataku pokazuje tam swoją przewagę na DRS-em, którego nie da się w tym miejscu zaimplementować z powodu zakrętu pokonywanego z gazem w podłodze. Dla Attack Mode nie stanowi to jednak problemu.

Mimo że pierwszych 6 kierowców dojechało na identycznych pozycjach względem startu, to walki na torze było co niemiara. Byliśmy również świadkami wielu ataków bez dostępu do większej mocy. To pokazuje, jakim problemem jest brudne powietrze w Formule 1. W bolidach elektrycznych aerodynamika jest dużo bardziej okrojona i zjawisko dirty air prawie nie występuje.

W końcu los uśmiechnął się do urzędującego mistrza. Da Costa wygrał po fantastycznej jeździe, a jego atak na ostatnim okrążeniu był jednym z najlepszych, jakie mogliśmy zobaczyć w całej historii wyścigów na Circuit de Monaco.

Robin Frijns nie odpuszcza i jego drugie miejsce pozwoliło na objęcie pozycji lidera w klasyfikacji generalnej. Ostatnie miejsce na podium zajęte przez Mitcha Evansa przypomina, że Jaguar nie stracił formy z początku sezonu. BMW i Andretti udowadnia, że 3 dobre wyścigi (w tym zwycięstwo w drugiej rundzie w Walencji) potrafią zdziałać cuda i z ostatniego zespołu w stawce stał się best of the rest. Jednak strata do czołowych 4 zespołów (Mercedes, Jaguar, DS Techeetah i Envision Virgin) jest wciąż spora i trudno będzie się włączyć zespołom spoza czołówki do walki o tytuły.

Następny przystanek: E-Prix Puebli 19 i 20 czerwca.

ZOBACZ TAKŻE:

Zapomniane stadiony żużlowe – Śląsk Świętochłowice

Obserwuj nas na Facebooku

 

1 thought on “Walencja i pełne Monako nie zawodzą – półmetek sezonu Formuły E

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ads Blocker Image Powered by Code Help Pro
Ads Blocker Detected!!!

Wykryliśmy, że używasz oprogramowania do blokowania reklam.  

Wyłącz AdBlock i wspomóż Nas w działaniu! 

ODŚWIEŻ
Powered By
CHP Adblock Detector Plugin | Codehelppro