Od laika do mistrza, czyli jak speed-ball podbija Polskę

Od laika do mistrza, czyli jak speed-ball podbija Polskę

https://www.facebook.com/speedballpolska

Obecnie żyjemy w czasach, kiedy to powstaje wiele nowych sportów. Większość z nich działa w cieniu tych pokroju piłki nożnej czy lekkoatletyki, które zna każdy. Często takie sporty rozwijają się dzięki zaangażowaniu pojedynczych jednostek, którym na tym zależy. Nie inaczej jest w przypadku speed-balla.

Powstanie speed-balla

Ale co to jest ten speed-ball? Początki tej dyscypliny mają miejsce w latach 60. ubiegłego wieku w Egipcie. Początkowo taka forma gry miała służyć treningowi refleksu i koordynacji dla tenisistów. Zawodnicy używali rakiet tenisowych oraz zużytych piłek tenisowych. Sport jednak cały czas się rozwijał. Zarówno zasady gry, jak i sprzęt przeszły długą drogę do tego, aby osiągnąć obecny stan. W 1982 roku utworzona została Egipska Federacja Speed-Balla, z kolei dwa lata później odbyły się pierwsze mistrzostwa świata.

Ale jak się gra w ten speed-ball?

Zasady speed-balla, jak sama dyscyplina, na przestrzeni lat się zmieniały. Obecnie zawodnicy trenujący ten sport rywalizują w następujących konkurencjach:

Super Solo

Rywalizacja w tej konkurencji jest podzielona na cztery części. Zadaniem zawodnika jest uzyskanie jak największej liczby odbić w określonym czasie. W pierwszej części zawodnik odbija piłkę przymocowaną na żyłce do słupka tylko lewą ręką, w drugiej części tylko prawą, w trzeciej odbija naprzemiennie obiema rękami, ale tylko za pomocą odbić forhendowych, a w ostatniej ponownie naprzemiennie obiema rękami, ale tym razem tylko za pomocą odbić bekhendowych. Pomiędzy poszczególnymi pozycjami zawodnicy mają 30 sekund przerwy na przygotowanie się do następnej pozycji. Wyniki z wszystkich czterech pozycji są sumowane w wynik końcowy. Zwycięża zawodnik z największą liczbą odbić.

Gra Singlowa

Rywalizacja w grze singlowej toczy się pomiędzy dwoma zawodnikami. Każdy z nich może się dowolnie poruszać na swojej połowie kortu. Połowę kortu wyznacza specjalna mata nazywana też strefą neutralną, na której ustawiony jest statyw do gry. Gra w tej konkurencji toczy się do dwóch wygranych setów (każdy set do dziesięciu punktów, bez gry na przewagi). Zadaniem gracza jest odbicie piłki w przeciwnym kierunku do jej lotu. Na to zadanie zawodnik ma dwa okrążenia piłki wokół statywu. Punkt zdobywa się w momencie kiedy:

– przeciwnik nie zmieni kierunku lotu piłki wokół statywu przez dwa okrążenia,

– zamiast w piłkę trafi rakietką w żyłkę,

– piłka po odbiciu uderzy w słupek statywu bądź go poruszy,

– grający przekroczy swoją połowę, następując na strefę neutralną.

Gra Deblowa

Gra deblowa jest bliźniaczo podobna do singlowej. W tym przypadku zawodnicy rywalizują w duetach. W grze deblowej może być rywalizacja męska (2M vs 2M), żeńska (2K vs 2K) i mikst (1M + 1K vs 1M + 1K). Zasady w większości są takie same. Jedyną znaczącą zmianą jest to, że w deblach zawodnicy w parze muszą odbijać piłkę naprzemiennie. Reszta pozostaje bez zmian, gracze dalej mają do dyspozycji swoją połowę kortu, system zdobywania punktów jest taki sam, a rywalizacja toczy się do dwóch wygranych setów przez jedną z ekip (każdy set do dziesięciu punktów, bez gry na przewagi).

Relay

Relay jest też nazywany grupowym super solo. Drużna w tej konkurencji składa się z czterech osób (dwóch kobiet i dwóch mężczyzn). Każdy gracz ma przypisaną dla siebie jedną pozycję z super solo (jeden gra lewą ręką, jeden prawą, jeden forhendami i jeden bekhendami). Zawodnicy po kolei grają swoją pozycję z zachowaniem kolejności: kobieta, mężczyzna, kobieta, mężczyzna. Na każdą z pozycji jest 30 sekund. Tak jak w przypadku normalnego super solo celem jest uzyskanie jak największej liczby odbić w określonym czasie. Pomiędzy pozycjami nie ma w ogóle czasu na przerwę na przygotowanie się, następny zawodnik zaczyna swoją pozycję w momencie sygnału oznaczającego koniec poprzedniej pozycji. Zawody wygrywa drużyna, która po zsumowaniu wyników ze wszystkich pozycji będzie posiadała największą liczbę odbić.

Początki speed-balla w Polsce

Początek przygody speed-balla na naszej ziemi, można powiedzieć, nastał za sprawą szczęśliwego zbiegu okoliczności. W życiu jednak takie sytuacje najbardziej zmieniają nasze życie i nie inaczej było w tym przypadku. O początki postanowiłem zapytać pioniera tego sportu w Polsce.

Jaki był pierwszy Pana kontakt ze speed-ballem i skąd pomysł na sprowadzenie go do Polski?

Przemysław Wolan – Prezes Federacji Speed-Ball Polska: Wyjechałem do Egiptu do pracy. Miałem być animatorem sportowym w hotelu, czyli jak trzeba było zagrać w siatkówkę – grałem w siatkówkę, trzeba było poprowadzić zajęcia w basenie – nie było problemu, i tam pierwszy raz zobaczyłem speed-ball. Zacząłem chodzić, pytać, jak się w to gra, jakie są zasady i tak jakoś się w to wkręciłem. Co do pomysłu sprowadzania tego do Polski, zawsze chciałem zrobić coś, co po mnie zostanie, ale przez długi czas nie wiedziałem co. W speed-ballu widziałem szansę połączenia fajnego sportu z zarobieniem na życie, szczególnie że widziałem, że w speed-ball grają ludzie na świecie, a w Polsce tego nie ma.

Okazało się, że ogrom chęci, zaangażowania i wiara w siebie wystarczyły. Speed-ball trafił do Polski w 2014 roku i choć musiał przebijać się przez tę bańkę sportu, o którym nikt nie słyszał, to systematycznie parł do przodu. Początki zawsze bywają problematyczne, jednak jak wyglądało to w tym przypadku?

Co było największym wyzwaniem na początku Pana pracy ze speed-ballem?

Przemysław Wolan – Prezes Federacji Speed-Ball Polska: Pierwszym dużym wyzwaniem było wyprodukować dobry sprzęt, aby dało się na czymś grać w Polsce. Drugim było znalezienie kogoś, kto chciałby zacząć trenować ten sport. Zaczęliśmy prezentować nasz sport w szkołach, na orlikach czy z firmami eventowymi na najróżniejszych wydarzeniach outdoorowych. Ostatecznie udało się znaleźć ludzi, którzy się w to wciągnęli i z ich pomocą udało się znaleźć coraz więcej nowych zawodników.

Od tego czasu jednak wiele się zmieniło, dlatego o przybliżenie tych wydarzeń ze swojej perspektywy zapytałem tych, którzy kładli fundamenty, jeśli chodzi o tę dyscyplinę w Polsce, a obecnie są na szczycie.

Jak wspominasz swoje początki z tym sportem? Jak się to wszystko zaczęło?

Martyna Dudek – czterokrotna mistrzyni Polski w grze singlowej, medalistka mistrzostw świata: Na pierwszym treningu znalazłam się w taki sposób, że po przyjeździe z Egiptu prezes (Przemysław Wolan) zaczął jeździć ze speed-ballem po Polsce, pokazywać ten sport na WF-ie (…). Poszłam na trening, ponieważ byłam sportowym świrem. Musiałam być w każdym klubie sportowym, dlatego też zaangażowałam się w to. Pierwsze treningi były bardzo chaotyczne, nikt z nas nie wiedział dokładnie, jak się gra, uczyliśmy się tego sportu razem na bazie prób i błędów. Początkowo celem było tylko odbicie piłki, nikt nie myślał o taktyce.

Laura Lach – mistrzyni Polski w Super Solo, rekordzistka Polski, medalistka mistrzostw świata: Po raz pierwszy spotkałam speed-ball na jednej z lekcji wychowania fizycznego w szkole podstawowej, gdzie trener Przemek przyszedł wraz z absolwentkami tej szkoły, aby zaprezentować nam tę dyscyplinę. Na początku w ogóle nie rozumiałam sensu tej gry, zwłaszcza że jestem osobą leworęczną i gra sprawiała mi trudność. Mimo to podczas tego pokazu z każdym odbiciem szło mi coraz lepiej i zaczęło sprawiać mi to wiele fanu, wtedy polubiłam ten sport.

Speed-ball szybko ewoluował w Polsce i rozszerzał swoją działalność. Nikt nie zamierzał czekać, aż sport sam sobie wywalczy miano popularnego. Początkowo klub speedballowy był tylko w Krakowie, jednak szybko to się zmieniło i zaczęły powstawać kluby speedballowe w innych miejscowościach, a magia tego sportu docierała do coraz to większego grona ludzi.

Jak wyglądało powstawanie pierwszych klubów w Polsce poza Krakowem?

Przemysław Wolan: W Krakowie stowarzyszenie założyłem ja, z czasem przekształciło się ono w klub krakowski. Idąc dalej, to wyglądało tak, że trafiłem na program wspierający niewielkie inicjatywy tzw. „Małe FIO”, gdzie pojechałem napisać ten projekt. Miałem dużo energii do działania, ale zdecydowanie mniej wiedzy, jak się to robi. Na szczęście trafiłem tam na Izabelę Janczak-Bizoń, która mi pomogła napisać to w odpowiedni sposób, a jednocześnie wciągnęła się w ten sport. Zebrała ludzi i wraz ze Zbyszkiem Bizoniem zaczęli to rozwijać u siebie w Myślenicach. Później z coraz większą liczbą zaangażowanych ludzi zaczęliśmy wspólnie szerzej wchodzić ze speed-ballem do szkół i na orliki. Angażowaliśmy się w takie projekty jak „WF z Klasą” a jednocześnie szukaliśmy pasjonatów, którzy będą chcieli to rozwijać u siebie w miastach w całej Polsce. W taki sposób znaleźli się Katarzyna Pawlaczyk (Rudniki), Katarzyna Janicka (Chełm) czy Mariusz Rzedzicki (Lublin) i tak to się zaczęło rozwijać.

Czas mijał, a speed-ball rozwijał się dalej. Pasja, która została zasiana w Krakowie, zaczęła rozlewać się na inne miejscowości i zyskiwać coraz większe grono odbiorców i pasjonatów. Jak tamte chwile wspominają ci, którzy kładli fundamenty klubów poza Krakowem?

Jak zaczęła się Pani przygoda ze speed-ballem? Co sprawiło, że udało wam się stworzyć klub, który rozwinął się do obecnej postaci?

Izabela Janczak-Bizoń – wiceprezes Federacji Speed-Ball Polska: Poznałam się z Przemkiem tuż po jego przylocie do Polski z mistrzostw świata w Kuwejcie. Prezes opowiadał, co to jest speed-ball, jak się w to gra i o tym, że chciałby, aby ludzie grali w speed-ball. Pomogłam mu napisać projekt, w międzyczasie on założył stowarzyszenie i tak to się zaczęło. Natomiast nasze początki z tym sportem wyglądały tak, że Przemek przywiózł nam zestaw do gry, który postawiliśmy pod garażem i zaczęliśmy grać. Wiadomo, że odgłos podczas odbijana się niesie, przez co wszyscy dookoła to słyszeli. I tak zaczęły się u nas pojawiać dzieciaki, które chciały zobaczyć, co to jest, jak się w to gra.To było impulsem, aby założyć „Sportownię” i zacząć trenować przyszłych zawodników na poważnie.

I Mistrzostwa Polski w Speed-Ballu

Mamy rok 2016, speed-ball ma coraz więcej zawodników, a w głowach założycieli pojawia się zagwozdka, jak wybrać najlepszą kadrę do reprezentowania naszego kraju na mistrzostwach świata. Wybór wydaje się oczywisty, trzeba zorganizować mistrzostwa Polski. Zadanie niełatwe, ciężkie logistycznie i organizacyjnie – zatem jak to wyglądało, a raczej jak się to udało?

Jak wyglądały przygotowania i organizacja pierwszych mistrzostw Polski?

Przemysław Wolan: Chaotycznie udało się tego dokonać, jednak łatwo nie było. To, co mogę powiedzieć, to to, że jak przychodzi ktoś, kto ma pasję w oczach, to ludzie mu pomagają. Pierwsze mistrzostwa Polski odbyły się na boisku zewnętrznym, należącym do SP 41 w Krakowie. Bardzo nam pomogła dyrekcja SP 41 oraz wuefiści z Robertem Szymikiem i Krzysztofem Minorowiczem na czele. Ja sam nie miałem wtedy dużego doświadczenia w organizacji takich imprez. Wiadomo, że teraz wiele spraw zrobiłbym inaczej, ale mimo wszystko jestem zadowolony, że tak, a nie inaczej, to wtedy wyszło.

Jak wspominasz pierwsze mistrzostwa Polski?

Martyna Dudek: Różniły się znacząco od tych, które oglądamy obecnie. System liczenia punktów, które kwalifikowały do wyjazdu na mistrzostwa świata, nie do końca był przemyślany, ponieważ obowiązywał system punkty za miejsca, co nie do końca się sprawdziło, ale dzięki nauce na błędach obecnie mamy system, który jest prawie że idealny. Co do samej gry większość z nas grała instynktownie, nie było taktyk i imponujących uderzeń, ale mimo wszystko było to wydarzenie, które mocno nas rozwinęło i dało nam motywację do dalszej pracy w kontekście wylotu na mistrzostwa świata.

Jak wyglądały Twoje przygotowania do pierwszych mistrzostw Polski?

Laura Lach: Moje pierwsze mistrzostwa Polski odbyły się 2 miesiące po rozpoczęciu trenowania, tak w zasadzie to były w ogóle pierwsze mistrzostwa Polski speed-ball, w dalszym ciągu wtedy nie potrafiłam zbyt dobrze grać, a konkurencja nie była wymagająca. Podczas tych mistrzostw zajęłam pierwsze miejsce w konkurencji super solo juniorek oraz w grze singlowej juniorek. Wtedy cieszyłam się z całego serca i dodało mi to wiele siły po kontuzji i wiary w to, że moja przygoda ze sportem tak naprawdę jest dopiero początkiem.

Wyjazd na mistrzostwa świata to dla każdego zawodnika moment przełomowy w karierze niezależnie od uprawianego sportu, wieku czy narodowości. Zazwyczaj jest to duże wyróżnienie, które wpływa na wzrost własnej samooceny, ambicji, ale również motywacji do bycia jeszcze lepszym. Nie inaczej było w tym przypadku.

Jak wspominasz swój pierwszy wylot na mistrzostwa świata? Jaki wpływ na Wasz rozwój miał kontakt z zagranicznymi zawodnikami?

Martyna Dudek: To było bardzo niespodziewane, ze sportu, który miał być hobbistycznie uprawiany, a my sami przychodziliśmy sobie pograć i nagle wylatujemy na mistrzostwa świata, trzeba do każdego meczu podejść inaczej, myśleć taktycznie i bić się z najlepszymi na świecie. Inni zawodnicy chętnie nam pomagali. Pamiętam, jak grałam swój mecz z Hinduską, a w przewie zaprzyjaźniony Francuz tłumaczył mi, jak powinnam grać lepiej, takich sytuacji było wiele. Tak samo jak jechaliśmy za granicę, to zawsze zagraniczni zawodnicy chętnie dzielili się z nami wiedzą, dzięki czemu nasz poziom gry szybko piął się do góry.

Co dał rozwojowi klubu wyjazd jednego z Waszych na mistrzostwa świata?

Izabela Janczak-Bizoń: Bardzo dużo, nie tylko to, że Zbyszek (Zbigniew Bizoń) przywiózł stamtąd ogrom doświadczenia i nowych pomysłów na udoskonalenie gry, ale także każdy z tych młodych zawodników mógł rzeczywiście zobaczyć na własne oczy, że dzięki treningom da się pojechać na mistrzostwa świata. Każdy z nich może być takim Zbyszkiem.

Czas mijał, jednak emocje związane z wyjazdem na mistrzostwa świata się nie zmieniały. Dla każdego zawodnika było i jest to jedno z największych wyróżnień w karierze, aby z orzełkiem na piersi móc reprezentować kraj. Nie ma znaczenia czy był to rok 2016, czy 2018.

Jak udało Ci się pojechać na mistrzostwa świata, jakie emocje Ci towarzyszyły i jaki to miało wpływ na Twój dalszy rozwój?

Laura Lach: Moimi pierwszymi zawodami na arenie międzynarodowej były XXX Mistrzostwa Świata w Kuwejcie. Otrzymałam awans od federacji Speed-Ball Polska ze względu na dobre wyniki na mistrzostwach Polski i zaangażowanie. Jako, tak naprawdę, najmłodsza polska tam reprezentantka zadebiutowałam w kategorii juniorek, zajmując 3 miejsce w konkurencji super solo! Przez długi czas nie mogłam uwierzyć, że jestem brązową medalistką mistrzostw świata, że spełniłam swoje największe marzenie i cel. Te mistrzostwa dały mi ogromną motywację do dalszego działania, z każdym następnym miesiącem poprawiałam swoje wyniki w super solo i dawałam z siebie jak najwięcej, aby również na następnych mistrzostwach wygrać w super solo OPEN kobiet i pojechać na mistrzostwa świata we Francji – gdzie dzięki zaangażowaniu również zrealizowałam wtedy wszystkie założone sobie cele, a nawet i więcej.

A co dał Ci wyjazd na mistrzostwa świata, jak to wpłynęło na Ciebie?

Laura Lach: Osobiście uważam, że udział w mistrzostwach świata to jeden z największych celów i marzeń każdego speedballowca, jak i sportowca z innej dziedziny sportu. Światowe mistrzostwa przede wszystkim są sprawdzianem umiejętności przeciwko zawodnikom z innych krajów i są ogromną dawką pokory i motywacji do dalszego działania. Dają również ogromną szansę i możliwości na otrzymanie stypendiów, które są doskonałym wsparciem do dalszych treningów.

Na początku Polska jak każdy „świeżak” na arenie międzynarodowej musiała sobie sukcesywnie wywalczać pozycję. Sukcesy nie przyszły od razu, jednak nikt nie zamierzał się poddawać. Ważne było, aby postawić sobie cel, do którego dążono pomimo początkowych trudności.

Co uważa Prezes za moment przełomowy, kiedy to Polska przestała być takim „rodzynkiem” na arenie międzynarodowej, a polscy zawodnicy zaczęli walczyć z innymi jak równy z równym?

Przemysław Wolan: Trudno wskazać taki moment, wydaje mi się, że był to pierwszy medal Martyny Dudek w 2015, drugi taki moment to rok 2017, kiedy to cała kadra, która pojechała na mistrzostwa świata do Egiptu, wróciła z medalami. To były takie momenty kiedy czułem, że idziemy w dobrym kierunku.

Co było według Pani momentem przełomowym dla rozwoju speed-balla w Sportowni?

Izabela Janczak-Bizoń: Na pewno ten wyjazd na mistrzostwa świata Zbyszka, potem zaczęło się to rozwijać coraz szybciej, coraz większa frekwencja była na treningach, pierwsze media się zainteresowały tym sportem, przez co stał się trochę bardziej medialny, co pomogło bardzo w rozwoju.

Ewolucja speed-balla na przestrzeni lat

Jakby ktoś popatrzył na zdjęcia z 2015 roku, a potem na te, które odzwierciedlają stan obecny, to ciężko uwierzyć, że można przejść taką przemianę w tak krótkim czasie. Sześć lat temu statywy do gry były z betonu i często pękały, kiedy na pojedynek trafiło dwóch silniejszych zawodników. Rakietki do gry były dużo gorsze jakościowo, przypominając tani plastik. Natomiast jak wygląda to obecnie? Statywy do gry stały się dużo bardziej funkcjonalne i schludne po zastąpieniu betonu metalem. Obecnie są one dobrej jakości i nie ulegają zniszczeniu nawet w najbardziej zaciętych pojedynkach. Zaopatrzenie rakietek również przeszło długą drogę do obecnego stanu. Teraz każdy zawodnik w Polsce jest w stanie z nich korzystać i czuć komfort podczas każdego uderzenia. Jak udało się tak dużo zmienić w tak krótkim czasie?

Przemysław Wolan: Jest to jedna z tych rzeczy, które z perspektywy czasu zrobiłbym inaczej. Początkowo założenie było takie, że to miało być tanie. Wiadomo, nie mieliśmy dużych funduszy, jednak szybko zdaliśmy sobie sprawę z tego, że lepiej mieć coś lepszego jakościowo kosztem ceny niż na odwrót. Tak ewoluowały statywy, rakietki i inne elementy sprzętu do gry.

Jak oceniasz rozwój speed-balla przez te lata z perspektywy zawodnika?

Laura Lach: Moim zdaniem speed-ball z każdym rokiem rozwija się coraz bardziej, lepiej. Póki co uważam, że jest naprawdę dobrze! Nigdy niczego nie żałuję, uważam, że wszystko dzieje się po coś i z każdej sytuacji należy wyciągnąć lekcję.

Ewolucja zawodników na przestrzeni lat

Nie jest niczym nadzwyczajnym to, że poziom gry z roku na rok wzrasta. Z biegiem lat jesteśmy świadkami coraz to nowszych i efektowniejszych zagrań, ale również bardziej zaciętej rywalizacji na zawodach. Zawodnicy nie tylko umieją zrobić więcej na korcie, ale też ich wiedza o tym sporcie, o ich możliwościach oraz tym, co jest możliwe do osiągnięcia, ciągle rośnie.

Jak ocenia Pani rozwój wiedzy teoretycznej i fizycznej o speed-ballu na przestrzeni tych lat?

Izabela Janczak-Bizoń: Jest on znaczący. Początkowo wiedzę czerpaliśmy, ucząc się na własnych błędach lub oglądając filmiki w Internecie z profesjonalnymi zawodnikami na świecie. Teraz na bieżąco umiemy dostrzec, w czym dany zawodnik jest dobry, a nad czym musi popracować, umiemy dopasować taktykę do poszczególnego stylu gry, co jeszcze parę lat temu wydawało się niemożliwe.

Jak oceniasz ewolucje nastawiania psychicznego i fizycznego w zawodnikach na przestrzeni lat?

Laura Lach: Jeżeli chodzi o strefę psychiczną, mentalną moim zdaniem nie każdy zawodnik przywiązuje do tego wagę. Jeżeli o to drugie, to poziom i doświadczenie znacznie wzrosło. Osobiście moja mentalność i fizyczność każdego roku jest coraz lepsza. Staram się jak najbardziej skupić na swoich emocjach i treningach przy przygotowaniach do turniejów.

Psychika kluczem do sukcesu?

Przenieśmy się do teraźniejszości. Każdy z zawodników na przestrzeni tych sześciu lat rozegrał niejeden mecz. Nastawienie psychiczne ewoluowało nie tylko ze speed-ballem, ale również z samymi zawodnikami. Każdy mecz w końcu da się przegrać jeszcze przed wyjściem na kort we własnej głowie przez niewiarę we własne możliwości, ale też przez wygórowane mniemanie o własnych umiejętnościach. Postanowiłem zapytać tych, którzy przez te lata nie raz musieli się mierzyć z przeróżnymi sytuacjami, jak przekuć je w sukces.

Jak sobie radzić z emocjami na korcie?

Laura Lach: Budowanie siły i spokoju ducha jest podstawą każdego sportowca. Budowanie charakteru i opanowania również. Osobiście dzięki współpracy z moim trenerem mentalnym zawsze kiedy wchodzę na kort, wyciszam swoje wszystkie myśli i kompletnie odcinam się od rzeczywistości, nie słyszę nic poza moimi odbiciami piłki, skupiam się na 110%. Skupiam się na oddechu i wytwarzam wizualizacje. Nigdy nie daję się wyprowadzić z równowagi, dzięki temu też panuję nad każdą emocją podczas gry.

Każdy zawodnik musi kiedyś przegrać mecz, niejednokrotnie jest to trudne. Jak sobie radzić z porażkami?

Martyna Dudek: Najcięższą porażką dla mnie była przegrana finałowego meczu o tytuł mistrzyni Polski w 2019 roku podczas mistrzostw Polski w Chełmie. Potrzebowałam trochę czasu na przemyślenie tego wszystkiego, jednak dało mi to jeszcze więcej energii i motywacji do dalszego trenowania. Przestałam zwracać uwagę na niektóre aspekty gry i zaczęłam dążyć do tego, aby być jeszcze lepsza i uważam, że każdy z porażki powinien wyciągnąć wnioski i dążyć do tego, aby być coraz lepszym.

Często jednak ma miejsce sytuacja odwrotna. Zawodnik odnoszący za szybko sukces, który jest niespodziewany, często zaczyna mieć za wysokie wyobrażenie o własnej osobie, co może powodować wiele problemów. Dlatego też pytanie nasuwa się samo…

Jak nie dać się zaślepić własnemu sukcesowi?

Laura Lach: Moim zdaniem jest to tylko praca nad swoim ego. Każdy sportowiec powinien współpracować z trenerem mentalnym lub psychologiem sportowym, wtedy takie sytuacje nie mają miejsca, ponieważ buduje się wtedy całkiem inny pogląd i większą świadomość sportowca. Przede wszystkim również należy nauczyć się być pokornym i skromnym.

W młodym wieku rzadko się zdarza, że można się pochwalić tytułem mistrza Polski. Jednych to motywuje do dalszej pracy, w końcu łatwiej jest gonić kogoś w pościgu po złoto, niż uciekać przed innymi ze złotem. Jednak wielu graczy nie do końca sobie z tym radzi.

Jak to jest być tak utytułowanym zawodnikiem w tak młodym wieku? Nie bywa to przytłaczające?

Martyna Dudek: Na co dzień się tego nie odczuwa, jak wychodzę na mecz, to nie myślę o tym, że jestem mistrzynią Polski i jestem najlepsza, to tak nie działa. Każdy mecz jest inny i trzeba pokazać, że umiesz się sprawdzić w roli faworyta. Na pewno miłe jest, jak przychodzą małe dzieci, które dopiero zaczynają grać, i powiedzą „chcę być jak Pani, jak będę duża”. W takich momentach naprawdę serce się raduje i czuć takie spełnienie.

Pandemia a speed-ball

Ostatni rok dla każdego z nas był trudny. Sport nie tylko w Polsce, ale i na świecie również mocno ucierpiał. Zazwyczaj w mediach słyszymy o tym, jakie straty poniosły najbardziej popularne dyscypliny, takie jak piłka nożna czy koszykówka. Co jednak z tymi sportami, które nie są tak medialne?

Jak pandemia wpłynęła na speed-ball?

Przemysław Wolan: Na pewno wyhamowała wiele spraw. Myślę, że gdyby to nie nastąpiło, to obecnie mielibyśmy z dwa-trzy razy więcej zawodników w różnym wieku. Wiadomo, że przez pandemię treningi nie mogły się odbywać. Mimo tego z każdej sytuacji człowiek potrafi wyjść silniejszy i oby tak było i tym razem.

Izabela Janczak-Bizoń: Zatrzymała wiele planów. Posypał się kalendarz zawodów na rok 2020, częściowo też uległ zmianie ten na 2021, nie wiadomo, jak będzie dalej. To, co było widać po tych paru miesiącach w domu, to to, że pomimo tego, że większość zawodników miała sprzęt w domu, to nastąpił spadek formy. Mam wrażenie, że motywacji na szczęście nikomu nie ubyło i pomimo ciężkiego czasu dalej będą chcieli uprawiać ten sport. My jako klub wychodziliśmy z różnymi inicjatywami online, aby zawodnicy jak najmniej odczuli brak treningów stacjonarnych, ale każdy z nas wie, że jest spora różnica między treningiem w klubie a w domu.

Trzeba myśleć do przodu…

Każdy z nas odnajduje się w nowej rzeczywistości coraz sprawniej. Pomimo tego, że pandemia ciągle jest z nami, trzeba myśleć do przodu. Czego możemy spodziewać się w najbliższym czasie? Jak będzie wyglądać speed-ball za parę lat?

Jakie stawiacie sobie jako federacja cele w perspektywie powiedzmy pięciu najbliższych lat?

Przemysław Wolan: Takim największym zdecydowanie jest to, aby w każdym województwie znajdowały się co najmniej dwa-trzy dobrze prosperujące kluby, które walczyłyby o najwyższe cele. Wydaje mi się, że przy założeniu braku pandemii jest to cel absolutnie realny do zrealizowania.

Izabela Janczak-Bizoń: Naszym celem jest na pewno wyszkolenie jak najlepszej kadry, która wywalczy sobie wyjazd na mistrzostwa świata i będzie reprezentować nasz kraj na arenie międzynarodowej. Drugim jest inwestycja w młodzież. Chcielibyśmy, aby ci zawodnicy trochę młodsi, którzy dopiero za parę lat uwolnią swój pełen potencjał, mieli możliwość zdobywania doświadczenia już teraz. Myślimy o obozach zagranicznych dla najmłodszych, którzy pod okiem zawodników z całego świata mogliby zdobywać doświadczenie.

No dobra, ale jak zacząć?

Speed-ball pomimo swojej rosnącej popularności ciągle nie jest sportem, o którym słyszał każdy. Zacznijmy może od tego, kto może w ten sport grać. Odpowiedź na to pytanie brzmi banalnie, ale prawda jest taka, że każdy. Jest to sport, który można zacząć uprawiać w każdym wieku. Najmłodsi zawodnicy nie mają nawet 10 lat. Z drugiej strony nie ma wieku, w którym trzeba powiedzieć sobie dość. Najlepszym dowodem na to są seniorzy z całej Polski, którzy już dwukrotnie rywalizowali w mistrzostwach Polski seniorów w speed-ballu. Co obecnie najlepsi sądzą o tym, dla kogo jest speed-ball?

Co byś powiedziała komuś, kto chciałby zacząć uprawiać ten sport, ale mu nie idzie?

Martyna Dudek: Aby się nie poddawał. My jako zaczynający uprawiać ten sport, musieliśmy do wielu rzeczy dochodzić sami. Jak się poruszać na korcie, w jaki sposób odbijać i wiele innych. Teraz od początku każdy, kto przychodzi na trening, wie takie rzeczy. Jeżeli my daliśmy radę bez tej pomocy dojść do sukcesów, to jestem pewna, że oni szybciej są w stanie osiągnąć więcej niż my.

Jakie rady dałabyś komuś, kto nie wie, czy warto zaangażować się w ten sport, ponieważ w siebie nie wierzy?

Laura Lach: Zawsze warto! Najważniejsze jest spróbować, niż bez spróbowania poddać się na starcie i nawet nie być pewnym, czy było warto. Przede wszystkim moją radą jest pracowanie od strony mentalnej, według mnie jest to największa baza, przed rozpoczęciem treningów fizycznych. Nie dać się myślom typu: „co by było gdyby’’, patrzeć na przeciwników. Należy skupić się tylko i wyłącznie na sobie i wyznaczaniu sobie celów, dążąc do nich.

Obecnie w Polsce funkcjonuje sześć klubów speedballowych w: Krakowie, Myślenicach/Dobczycach, Rudnikach, Lublinie, Chełmie i na Śląsku. Sama dyscyplina rozwija się w ekspresowym tempie, a zawodnikom udało się stworzyć dobrze dogadującą się rodzinę pomimo różnych barw klubowych. Nie pozostaje nam nic innego, jak śledzić rozwój tego prostego, ale wymagającego sportu i liczyć na dalsze sukcesy naszych reprezentantów. W końcu udało się w tak krótkim czasie z poziomu laika osiągnąć poziom mistrza, wyszkolić zawodników, którzy regularnie walczą o najważniejsze światowe trofea co roku. To wielka duma, że w Polce możemy oglądać medalistów mistrzostw świata, którzy mają ambitne cele przed sobą. Nic tylko czekać na jeszcze więcej.

 

Po więcej speed-balla kliknij – TUTAJ

Zobacz też inne nasze teksty – TUTAJ

Może cię zainteresować – TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *