Co słychać przed mistrzostwami Europy u polskich siatkarek

Polska-Belgia

https://krotkoosporcie.pl/wp-content/uploads/2021/02/10-plusliga-pilka.jpg

Polskie siatkarki zakończyły Ligę Narodów 2021, w której poniosły aż 11 porażek. Tak źle nie było już od wielu lat.

Nie tak miało być

Polskie siatkarki Ligę Narodów rozpoczęły od męczarni z reprezentacją Włoch, która nie przyjechała tutaj swym „pierwszym garniturem”. Brakowało agresji w grze, kończenia pierwszej akcji, a liderki kadry Jacka Nawrockiego wyglądały, jakby były zagubione na boisku.

Gdy spoglądał na to przeciętny kibic, nie bardzo wiedział, co się dzieje. Oglądając ten mecz, zadawałem sobie pytanie, gdzie jest ta drużyna z 2019 roku. Po wygranym tie-breaku z Italią stwierdziłem, że ta kadra nie zniknęła, a mecz z bardzo młodą reprezentacją Serbii to potwierdzi. Nic bardziej mylnego.

Polskie siatkarki równa się brak koncentracji

Mecz z reprezentacją Serbii momentami przypominał mi piąty set spotkania z Włoszkami, ale jak śpiewa Daria Zawiałow: „różne są momenty”. W starciu z Serbkami polskie siatkarki miały tylko… momenty. Ta nienormalna gra była – jak się później okazało – siatkarską recydywą.

Nawet sama liderka zespołu polskiego Magdalena Stysiak przyznała, że polskie siatkarki „miały przestoje w grze”.

Nasza młoda liderka zespołu nic nowego nie odkryła. Przestoje? Każdy je ma, nawet najlepsi na świecie. Pamiętam spotkania polskich siatkarzy jeszcze z Serbią i Czarnogórą, w których nasi zawodnicy prezentowali bardzo słabą dyspozycję. Może mówili wtedy o przestojach, ale postarali się o dobrą grę w innych spotkaniach.

Młoda Serbia i młoda Polska. Niby jesteśmy faworytem, ale przegrywamy ten mecz. Mało tego, przegrywamy go w słabym stylu.

Można „pogdybać” w teraźniejszości: gdyby jedna czy druga piłka były obronione, to co mogłoby się stać? Jednak nie będę tego czynić, bo – jak głosi stare przysłowie – gdyby babka miała wąsy, to by dziadkiem była.

Był czas, że myślałem – przytaczając tytuł znanej książki Małgorzaty Rejmer – że gra naszej drużyny to „błoto słodsze niż miód”. Niestety, to był siatkarski dramat, podobny do utworów Sofoklesa.

Nadzieja umiera ostatnia

Oglądając mecz z reprezentacją Turcji (jedną z najlepszych żeńskich drużyn siatkarskich na świecie), pomyślałem sobie, że już dość oglądania siatkówki żeńskiej tylko z redakcyjnego obowiązku. W mojej głowie pojawiła się myśl: „A gdyby tak przypomnieć sobie ten słynny mecz w Holandii, gdzie Polska przegrała z Turcją tylko 2-3″. Podczas tego meczu pojawiały się podobne momenty. Zatrzymywaliśmy dobrze jedną z największych gwiazd tureckiej siatkówki, Ismailoglu, straszyliśmy przeciwniczki zagrywką. Był taki set w meczu, gdzie do rozdrażnienia doprowadziliśmy Giovanniego Guidettiego. Wtedy sobie pomyślałem to, co trener Kazimierz Górski mówił swym piłkarzom: „Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe”.

Podopiecznym Guidettiego polskie siatkarki zdołały urwać nawet jednego seta, ale to było wszystko, na co było je stać, i po pierwszym obejściu Ligi Narodów siatkarek mieliśmy dwa punkty. Ktoś powie: „było zwycięstwo z Włoszkami”. Wszystko prawda, jednak spotkanie z Włoszkami to mecz-symbol globalnego wstydu.

Redaktorzy sport.pl stwierdzili, że za mecz z Turcją w wykonaniu naszych siatkarek należą się pochwały. Trudno się z tym nie zgodzić. Trudno nie zgodzić się z tym, że pojedyncze osoby, jak Martyna Łukasik czy Klaudia Alagierska zagrały dobry mecz, ale wystarczyło to tylko do wygrania jednego seta. Jeśli nie będziemy tak zwartym kolektywem jak pokolenie Doroty Świeniewicz i Marioli Zenik, to medalu na mistrzostwach Europy nie będzie.

Jak już powiedziałem, ten mecz to symbol globalnego wstydu. Kolejne obejścia były tego wymownym przykładem.

Wygrywamy z „ogórkami”, ale co dalej?

Był to czas studenckiej sesji i pomimo małej liczby egzaminów naprawdę zastanawiałem się, czy nie szkoda czasu na polskie siatkarki. Czy może najwyższy czas uznać, że pokolenie sióstr Mróz już się nie urodzi. Mecz z Koreą Południową wygrany 3-0 napawał mnie jakąś nadzieją. Wygraliśmy 3-0 i pomyślałem, że dobrze zrobiłem, oglądając ten mecz. Stwierdziłem, że warto na nasze siatkarki jeszcze kiedyś spojrzeć. Niestety. Spojrzeć – to najbardziej adekwatne słowo do tego, co teraz powiem.

Dominikana to kolejna drużyna, która stała się dla nas przeszkodą nie do pokonania. Przegraliśmy 1-3 i pomyślałem sobie: „Dosyć tego!” i nawet odpuściłem mecze naszej żeńskiej drużyny.

Nic nie straciłem, zwłaszcza że jedna z naszych liderek, Malwina Smarzek po meczu z Dominikaną stwierdziła, że „polskie siatkarki wyglądają, jakby zaakceptowały to, że są gorsze od większości zespołów”.

One ograniczały nie tylko siebie, ale i kibiców, a właściwie to ich cierpliwość. Co powiedzieć po takim turnieju? Miał to być turniej eksperymentu badawczego, mającego do reprezentacji przygotować młode dziewczyny. Mieliśmy przebłyski talentu 18-letniej Martyny Czyrniańskiej, pojawiła się też Martyna Łazowska, ale poza tym tyle.

No, jeszcze środkowa Aleksandra Gryka… bywała na boisku.

To tyle. Pytanie brzmi – jak sobie trener Nawrocki wyobraża mistrzostwa Europy?

Wypalenie trenerskie

Wypalenie trenerskie śmiało możemy zdefiniować jako brak motywacji do tworzenia pewnych rozwiązań oraz brak chęci wyciskania całkowitego potencjału prowadzonej przez siebie drużyny. Nie jest to definicja naukowa, ale oparta na faktach.

Słysząc przerwy na żądanie Nawrockiego, mocno zastanawiałem się, czy polskie siatkarki coś z tego rozumieją. Było to mówienie „kopiuj-wklej” podobnych schematów, które młodsze reprezentantki nie od razu mogłyby złapać. Czwarte miejsce i koniec. Tak można wyczytać z zachowania polskiego selekcjonera podczas Ligi Narodów, a warto wspomnieć, że to tylko czwarte miejsce. Jeśli podobnie będzie na mistrzostwach Europy, to super. Jeżeli polskie siatkarki nie wyjdą z grupy, to trener powinien odejść.

Podsumowując: polskie siatkarki kiedyś były prowadzone przez trenerów, którzy na żeńskiej siatkówce „zjedli zęby”, takich jak: Andrzej Niemczyk czy Piotr Makowski. Jacek Nawrocki to nie trener dla nich, co może wykazać najbliższy EuroVolley.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *