Znaczenie sportu w życiu

Znaczenie sportu w życiu

fot.: Echo dnia

Znaczenie sportu w naszym życiu jest zawsze obecne w nas jako w narodzie. Dowodzi temu ostatni turniej, kiedy to niektórzy wśród znajomych opowiadali: „Reprezentacja Polski w piłce nożnej rozczarowała nas wynikiem podczas Euro 2020″. Uznałem, że nie warto już się na ten temat dłużej rozwodzić. Warto sobie zadać pytanie: czy znaczenie sportu w naszym życiu może już być tylko ograniczone do łudzenia się nadziejami? Czy powinno ono być jeszcze bardziej przewartościowane przez każdego z nas? Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami po przeczytaniu tekstu.

Księża przykładem ducha walki. Znaczenie sportu w naszym życiu jako jego formacji

Sport to zdrowie, ale nie tylko. Znaczenie sportu w życiu jest dużo głębsze, ściślej związane z jego formacyjną rolą. To ta dziedzina ludzkiej działalności łączyła i łączy ludzi wszystkich stanów, ras i narodów. O tym, że sport łączy ludzi wszystkich stanów, można było się przekonać, gdy ukazywały się informacje o mistrzostwach Europy księży w piłce nożnej halowej.

Podczas rozmowy z jednym z propagatorów formacji duszpasterskiej poprzez sport, księdzem Tomaszem Winogrodzkim, uświadomiłem sobie, jak sport może pomagać w budowaniu relacji pomiędzy księżmi.

W dobie rosnącego wypalenia zawodowego wśród księży, sport staje się sposobem na odkrycie w sobie na nowo powołania: do krzewienia postaw fair play w ludziach, poprzez udział w różnych zawodach.

Taką walką fair play oraz nieustępliwą postawą na boisku polscy duchowni w 2019 roku zdobyli mistrzostwo Europy w piłce nożnej halowej, pokonując reprezentację Bośni i Hercegowiny.

Ktoś, kto się interesuje tylko sportem skomercjalizowanym, zastanawia się, po co ci księża tracą czas na granie. Przecież to nie ich rzecz, bo nie zarabiają w ten sposób pieniędzy. Sam ksiądz Tomasz Winogrodzki, gdy rozmawiał ze mną, powiedział, że jako proboszcz nie będzie zajmował się graniem, bo „co ludzie sobie pomyślą?”. Z perspektywy czasu zadałbym inne pytanie: co ludzie powiedzą, jeśli nasi kapłani zdobędą złoty medal? Będą dumni, prawda?

Będzie duma, ale taka, która jest jeszcze niedoceniona w naszym kraju, ponieważ jesteśmy zapatrzeni w sport zawodowy jak w obrazek.

Jeśli ktoś przeczyta krótkie sprawozdanie z mistrzostw Europy księży, to przekona się, że jesteśmy potęgą w tej odmianie piłki nożnej halowej. Można powiedzieć, że w tej kategorii w każdej z 14 edycji zdobyliśmy medale. Medal jednak w tym wszystkim nie jest taki najważniejszy. Jest jedna rzecz, która odróżnia sport komercyjny od sportu półamatorskiego. Tutaj wszyscy wiedzą, że sport formuje ludzi, że poprzez tę branżę jesteśmy w stanie nauczyć się porządkować swój plan dnia, podejmować mądre decyzje, a także z szacunkiem spoglądać na drugiego człowieka. To tak zapomniane przymioty w świecie zawłaszczonym przez sławę i pieniądze.

Ten złoty medal nie ma znaczenia tylko symbolicznego. W mojej ocenie cały dorobek polskich księży we wszystkich 14 edycjach mistrzostw pokazuje, że za chwilę polscy duchowni będą doceniani na całym świecie jako wzór do naśladowania na niwie formacyjnej siebie samych i młodzieży poprzez sport.

Trener Jan Chrabąszcz, kiedyś opiekun młodzieżowych drużyn Okocimskiego KS Brzesko, a w tak zwanym międzyczasie trener ekipy brzeskiej Liturgicznej Służby Ołtarza podkreślał, że pasja do sportu dzięki księżom jest coraz mocniej zaszczepiana w młodych ludziach. Ci ministranci za parę lat mogą stanowić trzon polskiej reprezentacji w futsalu, a jeśli nie dojdą do mistrzowskiego poziomu, będą wdzięczni swym trenerom i duszpasterzom, którzy im wskazali wychowawczy aspekt sportu.

Zresztą, co tu dalej opowiadać? Nie chcę nigdy mieszać sportu do polityki, ale ten medal był jeszcze bardziej symboliczny pod kątem poprawy wizerunku duchowieństwa w Polsce. Został on zdobyty w roku afer, o jakich film nakręcili bracia Sekielscy. Nie bronię tutaj nikogo. Chcę tylko powiedzieć, że to osiągnięcie ukazuje księży jako przewodników duchowych, którzy dzielą się z wiernymi swą zwyczajnością.

Można się cieszyć sportem, ale na pierwszym miejscu jest Pan Bóg. To prawda, ale zastanówmy się, czy nie za bardzo skrótowo wyrażona.

Patrząc na genezę założenia jednej z najlepszych kuźni kapłańskich i ministranckich talentów sportowych, DKS Gaudium Zamość, można śmiało stwierdzić, że to jest skrót i to bardzo mocno krzywdzący kibiców sportu. Bardziej trafne jest stwierdzenie: można się cieszyć sportem, realizując swe hobby wraz z Bożą pomocą.

Uważam, że sport nie jest zastępczą religią. Nie zastępuje nam modlitwy, ale rozwija w nas myśl zawartą w regule zakonu benedyktyńskiego: módl się i pracuj. Pracuj tak, abyś kiedyś zdobył medal jak nasi duchowni, a jednocześnie żył w przekonaniu, że poprzez uprawianie sportu wyrosłeś na dobrego człowieka.

Współczesny sport okazją do krzewienia wiary i patriotyzmu

Powiedzieliśmy już, że tak zwany sport księży oparty jest na wzajemnym szacunku i religijności jego uczestników. Co ze sportem komercyjnym, który jest rozrywką dla społecznych mas, a zawodnicy biorący w nim udział, poddawani są nieustającej presji wyniku? Czy jest tam miejsce na połączenie go z benedyktyńską zasadą: módl się i pracuj? To miejsce nie dość, że się może znaleźć, to jeszcze jest bardzo mocno eksponowane w mediach.

Warto podać przykład człowieka, który jest jednym z najlepszych piłkarzy na świecie, a w Belgii traktowany jest jak w naszym kraju Robert Lewandowski. Mowa tutaj o Romelu Lukaku, bohaterze trwającego Euro 2020. On pomimo zdobytej sławy daje nieustannie świadectwo swej wiary, bez skrępowania mówi o swej trudnej sytuacji w domu z dzieciństwa, która go tego nauczyła, jednym słowem – gra dla Boga.

Kolejny przykład człowieka, który swą mądrość piłkarską czerpie z wiary, to Fernando Santos. Obecny selekcjoner reprezentacji Portugalii w młodości jeździł na rekolekcje oazowe, gdzie jego ulubionym zajęciem była gra w piłkę. Pewnie nie przypuszczał, że życie zaprowadzi go po mistrzostwo Europy z reprezentacją kraju Vasco da Gamy.

Podsumowanie

Znaczenie sportu w życiu jako formatora pewnych postaw życiowych zostanie odzyskane, jednak trzeba pamiętać, aby nie popaść w tak zwaną paranoję życia zastępczego, polegającą na przeświadczeniu, że poza sportem nic innego w życiu nie ma. Trzeba sport traktować jako pasję, która jest odskocznią od codzienności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *