Olimpijski turniej siatkarski i poszczególne reprezentacje

Polska-Belgia

https://krotkoosporcie.pl/wp-content/uploads/2021/02/10-plusliga-pilka.jpg

Olimpijski turniej siatkarski nabiera tempa. Niektórzy już rozegrali cztery spotkania, jednak nie jest tak, że każdy ma zapewnioną dalszą grę. W tym artykule chciałbym przeanalizować dotychczasowe dokonania poszczególnych ekip i ich szanse na wyjście z grupy.

Iran. Kultura waleczności z niewykorzystanym potencjałem

Swoje rozmyślania na temat siatkarskich drużyn biorących udział na olimpiadzie w Tokio rozpocznę od omówienia reprezentacji Iranu. Drużyny, która wydaje się, jest trochę niedoceniona w tym siatkarskim światku.

Gdy poznałem tę ekipę (to było w 2011 roku, gdy graliśmy przeciwko nim na Pucharze Świata), głośno się zastanawiałem, jak można było przegrać, skoro byli to zawodnicy skupieni wokół jednego, jeszcze słabego klubu z Teheranu.

Jaka tak naprawdę jest reprezentacja Iranu, dotarło do mnie podczas Ligi Światowej 2014. Drużyna z kraju Chomeiniego walczyła o każdy punkt, o każdy milimetr boiska. Do składu wchodził wtedy młody Ebadipour i było wiadomo, że to kiedyś będzie kawał gracza.

A co dzisiaj myślę o Irańczykach? Ekipa nieobliczalna. Potrafi rozegrać dobre spotkanie, jak z reprezentacją Polski, i tak słabe, jak z Kanadą. To tak zwane potencjałowe rozchwianie bierze się ze specyficznych uwarunkowań kulturowych tego kraju. Trenerzy wiedzą, że tamtejsze zwyczaje takie jak ramadan czy przerwanie treningu w godzinie modlitw zgodnych z zapisami Koranu to ich codzienność. Mimo wszystko ciężko się tym trenerom tam pracuje.

Drugim problemem jest komunikacja z zawodnikami. Nie wszyscy znają język angielski i trener musi albo tłumaczyć to, co mówi na przerwach poprzez asystenta, albo wyrysować schemat taktyczny na tabliczce.

Teraz taka sytuacja w tej ekipie ma miejsce. Władimir Alekno, fachowiec najwyższej klasy, nie umie dotrzeć do tych zawodników, bo jest problem z dogadaniem się. Nie można tego kłopotu spłycać tylko do warstwy językowej, gdyż przejęzykowienie nigdy nikomu nie służyło. Trzeba przyjrzeć się, w jaki sposób on z nimi rozmawia.

Niech mi będzie wolno przytoczyć Ligę Narodów 2021, w której skład nie był zmieniony, gdyż nikt nigdzie poza Włochy się nie wybierał, a jeden z młodych Irańczyków usłyszał od trenera, że jest wirusem.

To pół żartem, pół serio. Poważnie rzecz ujmując, turniej olimpijski w siatkówce zbiera to żniwo braku zgrania w irańskiej ekipie.

Ktoś powie, że COVID-19 pokrzyżował im plany, ale przecież każdy miał te same warunki. Jak postrzegam Irańczyków w kontekście ich dalszych losów na igrzyskach olimpijskich? W bólach będą w ćwierćfinale grać, ale do półfinału raczej się nie dostaną. Chyba że właśnie włączy im się moduł waleczności, to „ćwiartka” z ich udziałem może być ciekawym widowiskiem.

Olimpijski turniej siatkarski? Włoska mieszanka doświadczenia i młodości

Włochy to nie tylko Wenecja, Soreto czy Rzym ze Schodami Hiszpańskimi i Bazyliką Świętego Piotra. Ten kraj bowiem słynie także z dobrej muzyki, piłki nożnej i siatkówki, która zaczyna tam być powoli sportem narodowym.

Jeśli mówisz Włochy, to przypomnij sobie olimpijski turniej siatkarski w chińskim Pekinie. Mastrangelo i Bovolenta to ci, którzy walnie przyczynili się do wyrzucenia Polski z dalszej fazy turnieju. Z tej galaktycznej ekipy niewiele już pozostało.

Teraz siatkarze z Italii to (w polskim kontekście) nie taki diabeł straszny, jak go malują. Charyzmatyczny trener, mieszanka doświadczenia i młodości, w końcu brak automatyzmów w spełnianiu założeń taktycznych. Zaytsev, Kovar, Anzani, a obok nich: Sbertoli, Colaci i Michieletto. Gianlorenzo Blengini, selekcjoner włoskiej drużyny myślał, że to wypali. Jak na razie jest z tym różnie. Męczarnia z Kanadą i zwycięstwo po tie-breaku, a potem choćby porażka z Polską 0-3. Kiedy poznamy prawdziwe oblicze Włochów? Może w ćwierćfinale? A może jest tak, że ten skład potrzebuje zgrania i na razie nie warto oczekiwać od tej kadry wielkich wyników. Czas pokaże.

Jeśli miałbym obstawiać, czy Włosi wyjdą z grupy, to postąpię tak jak z Iranem. Powiem, że mogą się wygrzebać, ale jeśli to się stanie, to jednak ćwierćfinał z ich udziałem będzie świętem siatkarskim, podobnym do święta lasu z bajek dla dzieci.

Olimpijski turniej siatkarski a kraj kwitnącej… lipy

Teraz reprezentacja, która najmniej mnie na tych igrzyskach zachwyca. Mówimy o reprezentacji Japonii, która jako gospodarz przygotowywała się do turnieju z wielkimi nadziejami na sukces. Dlaczego przekręciłem ich określenie? Lipa to wbrew pozorom porządne, najbardziej wytrzymałe drzewo, ale w polskich ustnych przekazach utarło się określenie, że coś jest nieporządnie (lipnie) zrobione. Taka jest właśnie reprezentacja Japonii. Nie chodzi mi o skład, bo ci siatkarze udowodnili podczas meczów z Kanadą i z Włochami, że umieją grać w siatkówkę. Chodzi o to całe zarządzanie kadrą, które trochę przypomina Górnika Zabrze w piłce nożnej po odejściu z tej drużyny trenera Adama Nawałki. Trenerem był Robert Warzocha. Nie zrobił odpowiedniej licencji do prowadzenia drużyny, więc oficjalnie w protokole meczowym musiał być ujęty jako trener Józef Dankowski.

Tutaj jest to samo. Drużynę oficjalnie prowadzi pan Yuichi Nakagaichi, jednak faktyczny wpływ na zawodników ma francuski szkoleniowiec Philippe Blain. Wobec powyższego czas oficjalnie napisać, że pierwszym trenerem jest Blain, a nie udawać, że jest inaczej. W końcu on tam jest po to, aby przekazać najlepszą wiedzę i podnieść poziom siatkówki. On to już robi, o czym można się przekonać na tych igrzyskach.

W mojej ocenie Japończycy nie wyjdą z grupy, jednak olimpiada w Paryżu może już być ich.

Każde pokolenie odejdzie w cień

Słowa tej piosenki charakteryzują reprezentację Wenezueli. Drużynę, która miała swój całkiem niezły czas w końcówce pierwszej dekady XXI wieku, gdy podczas Ligi Światowej ekipa z Ameryki Południowej toczyła w Caracas pasjonujące boje z reprezentacją Polski. Marquez, Dias, Valero. Tych siatkarzy nie trzeba już nikomu przedstawiać, jednak zawsze coś się kończy, a coś się zaczyna.

W przypadku reprezentacji Wenezueli związane jest to nie tylko ze zwykłymi zakończeniami karier sportowych, ale również z trudną sytuacją polityczną tego kraju. Ciężko tam w niektórych obszarach normalnie żyć, a co dopiero grać. Wracając do igrzysk olimpijskich, trzeba przypomnieć, że Wenezuela wraca dopiero po 13 latach przerwy. Siatkarze z kraju Maduro zadebiutowali na olimpiadzie w 2008 roku w Pekinie, nie wychodząc z grupy. W tym roku lepiej nie będzie. Zdobyty tylko jeden set i 0 punktów. To osiągnięcia Wenezueli, która jest najsłabszą ekipą podczas męskiego turnieju. Nie ma co się oszukiwać. Podopieczni trenera Ronalda Sartiego skorzystali na fakcie, iż Ameryka Południowa na igrzyska mogła wysłać trzy męskie ekipy w siatkówce, a Wenezuelczycy wygrali bardzo słabo obsadzony turniej kontynentalny, w którym występowały drużyny: Chile, Kolumbii i Peru.

Warto odnotować fakt, że ten jedyny na igrzyskach set to zdobycz w ramach przegranego meczu z Polską.

Żołnierska dusza i radość z grania. Siatkarski turniej olimpijski w wykonaniu Kanady

Kanada to reprezentacja, z którą wbrew pozorom gra się trudno, nawet najlepszym drużynom na świecie. Wiedzę o założeniach taktycznych czerpią nie tylko od swojego trenera, ale też podpatrując sąsiadów z USA, którzy są najbardziej utytułowaną drużyną na kontynencie północnoamerykańskim. Oni nie poddają się, gdy coś nie wychodzi, sprawiając dzięki swej ambicji niespodzianki na wielkich imprezach. Nie trzeba daleko szukać. Wystarczy spojrzeć na olimpijski turniej siatkarski, w którym podopieczni Glenna Hoaga potrafili wygrać ze wspominanym tutaj wcześniej Iranem, ale też przegrać z drużyną Japonii. Glenn Hoag to chyba największa gwiazda tej ekipy. Edukator, prekursor rozwoju kanadyjskiej siatkówki w profesjonalnym wydaniu, ale przede wszystkim człowiek, który potrafi dogadać się z zawodnikami, traktując każdego w indywidualny sposób. Kanada absolutnie może wyjść z tej grupy.

Może nawet spróbować powalczyć według mnie o strefę medalową.

Jesteśmy Mistrzami Świata

Ostatnią reprezentacją, która gra w prezentowanej tutaj grupie jest Polska. Podopieczni Vitala Heynena źle rozpoczęli ten turniej, bo od porażki z Iranem. Czy nieoczekiwanej? Słuchając dziennikarzy, którzy na kanale „Prawda Siatki” analizowali ten mecz, doszedłem do wniosku, że rzeczywiście nic się nie dzieje i że to kwestia aklimatyzacji.

Obawiano się meczu z Włochami. Graliśmy jednak kapitalnie i wygraliśmy 3-0. Wyjdziemy z grupy, a siatkarski turniej olimpijski może być nasz.

Brazylijska samba

Dyskutując o drugiej grupie olimpijskiego turnieju w siatkówce mężczyzn, chciałbym rozpocząć od najlepszej drużyny, która do niej trafiła. Mowa oczywiście o reprezentacji Brazylii. Brazylii jak na razie przeżywającej różne momenty na tym turnieju, ale drużyny, która cierpi. Wystarczy przypomnieć dwa spotkania z Argentyną i Rosją (reprezentacją Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego), gdzie Canarinhos męczyli się. Z rywalami z Ameryki Południowej wygrali 3-2, natomiast z Rosjanami, po kapitalnej grze siatkarzy znad Wołgi, przegrali 0-3. Trzeba wspomnieć, że wygrali Ligę Narodów, ale to było jedno, a igrzyska to drugie. Z grupy wyjdą i szczęśliwy, kto na nich nie trafi w ćwierćfinale.

Siatkówka jak tango

Argentyna. Najmilsze zaskoczenie tych igrzysk. Drużyna z dobrymi siatkarzami, nareszcie pokazująca kolektyw i przyjemną dla oka siatkówkę. Dobrze bronią, wyblok to jeden z ich elementów sztandarowych, a zagrywka potrafi straszyć niejednego przeciwnika. Różnie bywa z opanowaniem nerwów w najważniejszym fragmencie meczu. Potrafią zachować zimną krew, ale też potrafią stracić całkowicie koncentrację, o czym można było się przekonać podczas meczu przeciwko reprezentacji Brazylii. Już mieli 2-0, w czwartym secie pięć punktów przewagi, ale przez swą niefrasobliwość przegrali 2-3. Odkuli się w meczu z Francją, wygrywając 3-2 po dobrej grze. Nie można nic przesądzać, ale gdyby wyszli z grupy, ktokolwiek będzie z nimi grać, będzie musiał być uważny.

Kolektywne mocarstwo

Rosyjscy siatkarze należą do ścisłej światowej czołówki, jednak wydaje się, że nigdy nie prezentowali się tak dobrze jak na tym turnieju. Blokują, zagrywają, perfekcyjnie przyjmują. Czegóż chcieć więcej? Potrafią zdobywać punkty seriami, a przy tym walczą o każdą piłkę na sto procent swych możliwości. Mogą zajść daleko.

Gasnące gwiazdy

Reprezentację Francji poznałem w 2008 roku, gdy Polska grała w turnieju finałowym Ligi Światowej w Gdańsku. Wtedy już wiedziałem, że żartów nie ma. Oczywiście gdy spojrzymy nawet na obecne pokolenie siatkarzy znad Sekwany, to ten skład osobowy wygląda obiecująco. Clevenot, Grebennikow czy Toniutti to jedni z najlepszych siatkarzy na świecie. Mimo to gdzieś jest problem, aby dobrze się zaprezentować na igrzyskach olimpijskich. Może to kwestia mentalności poszczególnych siatkarzy, a może po prostu trzeba dokonać wymiany poszczególnych elementów? Już wiadomo, że dotychczasowy trener reprezentacji Trójkolorowych Laurent Tillie odejdzie, a zastąpi go wielki Bernardo Rezende. Czy sobie poradzi? Czas pokaże, jednak najpierw trzeba się zastanowić, czy Francuzom uda się wyjść z grupy na igrzyskach, bo po porażce z Argentyną to nie jest tak oczywiste.

Afrykański jedynak

Afryka była najbardziej pokrzywdzonym kontynentem przez Międzynarodową Federację Siatkówki (FIVB), ponieważ mogła wystawić po jednym przedstawicielu, zarówno wśród mężczyzn, jak i wśród kobiet. U panów los chciał, że na igrzyskach olimpijskich pojawiła się ekipa Tunezji. Tunezji, która gra nawet nieźle. Potrafi urywać sety, a nawet punkty, tak jak dzisiaj z Argentyną, przegrywając 2-3. Są to jednak pojedyncze zrywy, nie wystarczą one na awans z grupy.

Sportowy upór

Ostatnia omawiana dzisiaj reprezentacja to USA, która na tym turnieju nie prezentuje się fantastycznie, jak na potencjał, który posiada. Kibice znad Missisipi nie muszą się raczej martwić, bo podopieczni Johna Sperawa przygotowują formę na fazę pucharową, do której raczej z trzeciego miejsca awansują.

Jak to będzie dalej?

Już we wtorek panowie rozpoczną ćwierćfinały. Obiektywnie rzecz ujmując, faworyci nie powinni zawieść, natomiast z punktu widzenia polskiego kibica trzeba wierzyć, że szczyt formy naszych siatkarzy przyjdzie tak jak u Amerykanów właśnie na tę fazę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *