Medalowy wtorek gorzko zakończony

medaliwy wtorek

fot.: pixabay.com

Medalowy wtorek na igrzyskach olimpijskich? Tak. To jest prawda. Mało kto przypuszczał, że we wtorek, 3 sierpnia, reprezentacja Polski zdobędzie cztery medale! Aby te igrzyska nie były zbytnio usłane różami, zdarzyły się również słabsze występy Biało-Czerwonych. To wszystko postaram się podsumować w pigułce.

Polska kajakami stoi. Medalowy wtorek rozpoczęty

Medalowy wtorek rozpoczęła nasza kajakarska dwójka w składzie Karolina Naja i Anna Puławska, które zdobyły srebrny krążek w wyścigu kajakarskich dwójek na igrzyskach olimpijskich w Tokio, przegrywając tylko z osadą z Nowej Zelandii – Lisą Carrington i Caitlin Regal. Medalu pogratulował między innymi prezydent Andrzej Duda na Twitterze.

„Brawo! Gratulacje! Karolina Naja i Anna Puławska podtrzymały kapitalną passę polskiej kajakarskiej dwójki kobiet na igrzyskach olimpijskich i zdobyły srebrny medal. DZIĘKUJEMY” – tak sukces skomentował prezydent RP na swym profilu.

Niezłomny Tadeusz

Nazwisko Michalik, zarówno mieszkańcom Krakowa, jak i miłośnikom twórczości Stanisława Wyspiańskiego kojarzy się z Jamą Michalika, kawiarnią, gdzie spotykali się najbardziej znani polscy pisarze przełomu XIX i XX wieku. Kibicom sportowym nazwisko to przypomina o sukcesach w zapasach. I słusznie. Warto w tym miejscu wspomnieć brązowy medal Moniki Michalik z 2016 roku z Rio de Janeiro. W Tokio tego samego dokonał jej brat, Tadeusz.

Zapewne zapytacie, dlaczego mówię na niego „niezłomny”. Trzeba w tym miejscu wspomnieć o trudnej drodze polskiego zapaśnika, który do samego końca nie był pewny tego, czy na japońskich igrzyskach wystartuje. Pojawiły się problemy z sercem, skomplikowana operacja i widmo przedwczesnego zakończenia kariery sportowej, ale Tadeusz Michalik się nie poddał, konsekwentnie dążąc do wyznaczonego celu.

USA, Tunezja i Węgry. To kraje, które zapewne będą się bardzo dobrze kojarzyć polskiemu zapaśnikowi – wszak to ich reprezentantów Polak pokonał, zdobywając nieoczekiwany medal. Czy był pewny tego, że to się uda? Z jednej strony tak, z drugiej strony w tym sukcesie pomogła prawdziwa skromność, którą Michalik w zbiorze swych cech wewnętrznych posiada. Po wygranych walkach nie wybiegał daleko w przyszłość, ponieważ wiedział, że turniej olimpijski rządzi się swoimi prawami. Myślał długofalowo, a patrząc na jego kolejne pojedynki, można nawet pokusić się o stwierdzenie, że był typem sportowca-warsztatowca.

Ten medal doda mu pozytywnych impulsów do kolejnych sukcesów, a jestem pewien, że one przyjdą.

Sukcesorka Skolimowskiej

Niewątpliwie Kamila Skolimowska była największą gwiazdą polskiego żeńskiego rzutu młotem. Zdobywając medal w Atenach, była jedną z najmłodszych mistrzyń olimpijskich w tej dyscyplinie. Pamiętam jak dziś ten dzień, gdy przekazano tę smutną wiadomość o śmierci Skolimowskiej i wtedy zapytałem (jak zapewne inni kibice): czy to już aby nie koniec? Szczęśliwie okazało się, że nie dość, że nie koniec, to początek znakomitych czasów dla polskiego żeńskiego rzutu młotem.

Dzisiaj moje myśli miały potwierdzenie. Kolejny raz zdeterminowana Anita Włodarczyk, która do końca nie wiedziała, czy startować na igrzyskach olimpijskich, wobec bardzo ciężkiej kontuzji. Wystartowała i jako pierwsza kobieta zdobyła trzy złote medale w jednej konkurencji na trzech kolejnych olimpiadach. Przy tym wszystkim warto było popatrzeć, jak zawodniczka AZS-u Katowice była skoncentrowana i jak pewna tego, czego chce dokonać. Na uwagę zasługuje też fakt, że Włodarczyk w każdej kolejce oddawała coraz dalsze rzuty, co pokazuje, jaka to jest drapieżna wilczyca dla reszty młociarek.

Nie tylko Włodarczyk brała udział w tym konkursie, bowiem wszystkie trzy zawodniczki weszły do szerokiego finału. Obok rekordzistki świata w rzucie młotem mogliśmy jeszcze podziwiać Malwinę Kopron i Joannę Fiodorow, które także nas nie zawiodły. Kopron (tak jak wcześniej wspominany Tadeusz Michalik) zdobyła brąz, a Fiodorow ukończyła zawody na szóstym miejscu. Czego chcieć więcej? Polski młot ma się coraz lepiej i trzeba być pełnym nadziei, że o dobry wynik postarają się Paweł Fajdek i Wojciech Nowicki. Tutaj faktem koniecznym do przytoczenia jest awans Fajdka, który przebrnął kwalifikacje do dwunastoosobowego finału, nie tak jak na olimpiadzie w Brazylii.

Tutaj też do ostatniego rzutu polski młociarz Paweł Fajdek trzymał nas w niepewności. Trzeba liczyć nam na to, że od samego początku obaj panowie będą prezentowali dobrą formę i choć jeden medal zdobędziemy.

Zawód siatkarzy. Medalowy wtorek zakończony

Na wstępie zaznaczyłem, że wtorek jest gorzko zakończony, a to za sprawą siatkarzy, którzy po raz piąty nie potrafili wygrać meczu ćwierćfinałowego podczas igrzysk olimpijskich. Tym razem przeklętym spotkaniem był dla nas mecz Polska–Francja, o którym przeczytacie tutaj.

Co zawiodło? Ciężko powiedzieć. Zawodnicy byli dobrze przygotowani, blok był ich najmocniejszym elementem. Jednym słowem: wszystko na igrzyskach miało chodzić jak w zegarku, ale tak nie było.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że po wygranym meczu z Kanadą redaktorzy, którzy prowadzili „Prawdę Siatki” byli pewni, że Francję uda się pokonać, bo w grupie grali nierówno i mieli różne mecze na tym turnieju. Wszystko prawda, ale trzeba tutaj przywołać olimpiadę w Rio de Janeiro i polskich piłkarzy ręcznych, którzy w grupie przegrali trzy mecze, a mimo to awansowali do strefy medalowej. Faza pucharowa prawdę ci powie i tę usłyszeli dzisiaj polscy siatkarze. Chłodna głowa jest najważniejsza, a tego zabrakło (tak jak i Włochom z Argentyną) naszej drużynie. Prowadząc 2-1 w setach i 7-4 w czwartej partii nie utrzymali przewagi. Już wtedy było wiadomo, że gra Francji się nakręca, a my nie mamy do kogo grać. Cóż? Będzie jeden z najbardziej paździerzowych półfinałów w historii igrzysk: Francja–Argentyna, a na polskie medale pozostaje nadal czekać, bo one jeszcze mogą zawisnąć. Był medalowy wtorek, może będzie też jakiś inny dzień? Czas pokaże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *